Zaufaj dziecku…

Michał ma już ponad 16 miesięcy, a ja wciąż jestem wszechwiedzącą matką. Kiedy nauczę się, że moje dziecko wie najlepiej czego chce.  Ciągle wydaje mi się, ze wiem kiedy powinien iść spać, kiedy go obudzić albo kiedy jest głodny.

Michał już doskonale się komunikuje. Potrafi mówić wiele słów, potrafi pokazać wiele znaków w języku migowym, dlaczego więc nie zaufać mu. Prosty przykład. Sylwester: już 22 a On dalej nie śpi. Wiem, że przeżywa, że jest nie u siebie w domu, że sztuczne ognie go fascynują, ale ja martwię się, że nie śpi. Odpuszczam, ok pójdzie spać kiedy będzie chciał. 1 w nocy On dalej nie śpi. Mówi mi aaaa, ja go tule, przystawiam do piersi i nic, wychodzimy z pokoju a On dalej aaaaa. Myślę o co chodzi, przecież chce, ale nie chce?? Tak było 3 razy. Za czwartym razem, nie tuliłam, nie bujałam, położyliśmy się normalnie do łózka, zamknął oczy przytulił się do piersi i zasną. Przecież mówił mi 4 razy aaaaa!!!! Matka jednak chciała lepiej, chciała „lulać” synusia.

Takich przykładów w naszym życiu jest mnóstwo, chociażby dziś. Krzyczał i wyrywał się bo nie chciał się ubierać na dwór. Tłumaczę, że pójdziemy na łyżwy, nic dalej się wyrywa. W końcu ubraliśmy się, spakowaliśmy do auta. Nie dojechaliśmy na lodowisko bo Michał zasnął. Był zmęczony? Może warto było pomyśleć wcześniej co chce mi powiedzieć.

Są tez chwile kiedy słucham i swoja dorosłość daję na dalszy plan. Wtedy jest harmonia wszystko działa jak w zegarku. Wystarczy być uważnym obserwatorem, ale jakże trudno nim być wie ten kto jest rodzicem.

Moje postanowienie noworoczne: słuchaj i ufaj swojemu dziecku.

A jak u Was jest? Ufacie swoim dzieciom? Jest to dla Was trudne czy łatwe? Potrzebne czy też nie?

Opublikowano O nas | Skomentuj

„Bo Tata jest potrzebny…”

Zbliża się Dzień Ojca, może warto pomyśleć jak wiele wnosi tatuś do rodziny.  Wiem, że nie w każdej rodzinie jest dwoje rodziców, sama wychowałam się w takim domu. Mama jednak robiła wszystko by być dla mnie w 200 % i bym nie odczuła braku taty.

W naszym domu jest nas troje. Ile razy sobie myślałam „o Matko dziękuję, że jest On…”, ale wszystko po kolei….

Po pół roku bycia małżeństwem postanowiliśmy, że chcemy by nasza rodzina się powiększyła.  Po prostu będziemy czekać na nasze dzieciątko. Mijało pół roku, rok, dwa, trzy… Po dwóch latach zaczęłam myśleć o psychologu. Najwspanialszy psycholog był cały czas przy mnie. Wiem, że jemu też było trudno, ale zawsze był dla mnie wsparciem. Nikt tak jak on z miłością w oczach nie podawał chusteczki. Po trzech latach 6 grudnia dostaliśmy najcudowniejszy prezent mikołajkowy – dwie kreseczki…aaa co za radość, w końcu udało się!!! no i pyk… zaczyna się ojcostwo…

Nagle coś się zmieniło, ja czytałam książki on nie, chciałam, żebyśmy chodzili razem na usg on tego nie chciał, ja mówiłam do brzucha on nie. Wtedy strasznie mnie to bolało, dziś wiem, że wtedy to chyba był strach i lęk przed tym czy aby na pewno będzie dobrym tatusiem. Wtedy martwiłam si ę czy skoro nie chce czytać książek, być na usg czy będzie chciał być przy dziecku? Pocieszający był jednak fakt, że w jego oczach było widać oprócz strachu, radość.

Michał się urodził, Adam był przy porodzie – bardzo wzmocniło to nasz związek. Och dziękuję Ci kochanie, że byłeś razem ze mną! Cesarka, zabrali malucha. To On pierwszy trzymał naszego syna, to On widział jak go mierzyli, ważyli, to On pierwszy go przytulał. Wtedy Ojcostwo nabrało rozpędu. Kiedy ja miałam powikłania po znieczuleniu i nie byłam w stanie utrzymać Michała na rekach, tatuś dzielnie go nosił, przewijał i trzymał cały dzień a rękach.

Oczko w głowie tatusia, wciąż mówił co będą razem robić… a jak będziesz duży to pojedziemy razem na ryby itd. Kiedy po raz pierwszy wyjechaliśmy w góry to tatuś nosił dzielnie Michała w chuście. Co noc, i tak jest do tej pory, wstaje i podaje Michała do karmienia, kąpie go, uczestniczy w rytuale zasypiania.

Kiedy wróciłam do pracy zawsze mnie wspierał, zostaje z Michałem i daje rade. Kiedy chciałam się rozwijać zawodowo pojechaliśmy razem na konferencje Montessori do Warszawy – ja słuchałam wykładów a On dzielnie zajmował się synem. Kiedy była przedszkolna wycieczka, bym mogła pojechać i karmić Michała on pojechał z nami i dzielnie zajmował się synem. Kiedy była w przedszkolu zielona noc On był razem z nami i dzielnie zajmował się synem. Jest z nami cały czas.

Każdego dnia pokazuje mu coś nowego, uczy go, wspiera, podaje pomocna dłoń, przytula gdy trzeba, pokazuje co jest bezpieczne a co nie, śmieje się z nim i biega po domu. Stawia z Michałem pierwsze kroki.

Choć wiele razy denerwujemy się na siebie bo mamy jakieś szumy komunikacyjne, wiem, że ten tatuś jest najważniejszy dla mojego syna i najważniejszy dla swojej żony:)

Tata jest potrzebny, gdyby nie On byłoby nam bardzo ciężko. Dziękuje Ci kochanie, że Michał ma tak wspaniałego tatę a ja tak wspaniałego męża.

Opublikowano O nas | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Pozwól mi doświadczać…

Nie dotykaj bo się pobrudzisz…?? Nie biegaj bo się spocisz… Często słyszycie takie słowa?

Jak poznać świat, który mnie otacza? Jak dowiedzieć się, że coś jest duże a coś małe, smaczne i niesmaczne, miękkie i twarde… Jak wyrobić sobie swoje własne zdanie czy coś mi się podoba czy też nie? Musimy coś poczuć by odkryć. Musimy to sensorycznie doświadczyć. Mamy 5 zmysłów i by z nich korzystać prawidłowo trzeba je ćwiczyć od najmłodszych lat.

Myślicie, że można nauczyć się, że to jest pomarańczowy a to zielony?? Tak, ale… nie uda się do momentu gdy dziecko nie zobaczy różnicy między tymi kolorami. Tak jest ze wszystkim. Najpierw musimy poczuć by coś poznać. Od konkretu do abstraktu.

Niemowlak doświadcza wszystko. Dotyka, smakuje, podnosi… ciągle bada. Dzięki temu poznaje świat. Słuchając uczy się mówić, dotykając poznaje pewne właściwości, patrząc uczy się zależności. Dodatkowo sprawdza wszystko smakując:-P Wszystko jednak się komplikuje gdy rodzic mówi STOP. Dlaczego? Bo się pobrudzi i trzeba będzie prać? No fakt przecież trzeba iść nad rzekę i prac na kamieniu. Dlaczego? Bo trzeba dziecku poświęcić więcej czasu?

Współcześni rodzice zrobili się bardzo wygodni. Myślą, że gdy kupimy dzieciakom grające i świecące zabawki, które na dodatek mówią np. nazwy cyferek, zrobią z naszych dzieci małych mądrali. Nic mylnego. Zabawka gdy przestanie grać pójdzie w kąt. Zabawy przed tabletem? Hmm… wszystko z umiarem, ale ile zmysłów zaangażujemy?

Maria Montessori bardzo rozwinęła dział sensoryki, który niesamowicie rozwija (o tym jednak będzie osobny wpis). Dzięki temu wpłynęła na każdy dział w „nauczaniu”, wszystko zaczyna się od doświadczania.

A jak jest u nas? U naszego małego Michała??

Słuchamy: muzyczkę dla bobasa, odgłosy natury (zwłaszcza zwierzęta hodowlane – uwielbia jak szczeka pies:-p),  bawimy się grzechotkami i wszystkim tym co stuka i szeleści,

Patrzymy: oglądamy książeczki i karty z serii „oczami maluszka”, tatuś robił Misowi montessoriańskie mobile, przebywamy w pomieszczeniach o stonowanej kolorystyce, zwracamy uwagę na kontrasty

Wąchamy: gdy jesteśmy w kuchni daje Michałowi wszystko do wąchania: zioła, warzywa, owoce, generalnie wszystko to czym dysponujemy w kulinarnym  świecie zapachów, wąchamy też kwiatki:

DSC_0336 - Kopia

Dotykamy: to najobszerniejszy dział… dotykamy wszystko i wszystkich, Michał uwielbia różne faktury i tego staramy mu się nie ograniczać (plastikowy blat od krzesełka, wiklinowy koszyk na zabawki, drewniane i materiałowe zabawki, różne piłki chociażby do golfa, naczynia – np. rożnego rodzaju miski; rozrywamy chusteczki higieniczne, jemy rękoma. Michał ma ostatnio fazę na dotykanie ścian w windzie – gdy tylko tam wchodzimy jest szaleństwo – rzuca się całymi dłońmi na ściany; sadzamy go na trawie i pozwalamy dotykać kwiatów:

CAM00274 - Kopia

Smakujemy: w sprawie jedzenia wyznajemy zasadę BLW, więc Michał poznaje smak wielu potraw. Oprócz jedzenia Michał smakuje wszystko, ostatnio bardzo spodobała mu się szuflada taty ze skarpetkami: – p W czasie ostatniej wizyty na działce sprawdzaliśmy jak smakują stokrotki:

CAM00249 - Kopia

 

Czytając ten wpis możecie pomyśleć, o matko jaki ten dzieciak rozpieszczony, nic mu nie zabraniają, robi wszystko to co chce…. My mamy granicę. Wszystko opiera się na BEZPIECZEŃSTWIE!!!! Jeśli to co robi mogłoby zagrozić jego zdrowi lub życiu mówię stanowczo STOP. Jeśli coś jest bezpieczne to Michał poznaje w wolności swoje otoczenie. A ty pozwolisz swojemu dziecku wejść do kałuży by mogło sprawdzić jak głęboka jest woda i jak „bardzo  jest mokra” i jak to jest gdy nie ma się kaloszy i wejdzie się do wody? Pomyśl czy warto mówić stop gdy Twoje dziecko jest bezpieczne, co osiągniesz tym, że Twoje dziecko będzie czyste?

 

Opublikowano O nas | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

„Cud, czy umiałbyś rozpoznać cud?”

Jeden z najbardziej inspirujących wykładów IV Konferencji Montessori, to wykład Paula Epsteina. „Czy gdybyś spotkał cud, czy umiałbyś go rozpoznać”.  To zdanie co chwile przewijało się w jego wypowiedzi.

Myślisz, że wszystko w Twoim życiu jest normalne, takie zwyczajne. Zastanów się jednak skąd to się wszystko wzięło. Dlaczego potrafisz chodzić, dlaczego umiesz mówić, słuchać, patrzeć, czytać, pisać, nawiązywać kontakty i etc…. Nie pojmujemy naszego życia jako cudu, dlaczego? Co to jest w ogóle norma? Czy norma istnieje?

Kiedy dziecko jest małe, człowiek stający się rodzicem fascynuje go każda nowa umiejętność dziecka. Zobacz samo siedzi, spójrz już chodzi, potrafi samodzielnie jeść… Czy jednak pojmuje to jako normalność czy jako cud? Zatrzymaj się przez chwilę. Czy jesteś w stanie nauczyć dziecko samodzielnie siedzieć? Czy jesteś w stanie nauczyć dziecko słyszeć, chodzić, mówić? NIE! To jest właśnie cud. Gdy dorosły nie będzie przeszkadzał dziecku, gdy będzie bacznym obserwatorem zobaczy dokładną, powolną ale jakże trudna drogę dziecka do zdobycia nowej umiejętności. Ono jednak samo, przez własna obserwację, próby, osiągnie SUKCES! Czy potrzebuje zewnętrznej mobilizacji? NIE! Czy to nie jest cud?

Michał, gdy po raz pierwszy udało mu się podnieść ciałko w pozycji mostka następnie położył nóżki i pierwszy raz był na czworaka miał w swoich oczach takie niesamowite „coś”. Powtarzał to kilkakrotnie. Jako mama przeżyłam to niesamowicie. Właśnie ten moment pojęłam w kategorii cudu. To takie niesamowite patrzeć jak Michał stawia „kroki ku samodzielności”.

A kiedy w przedszkolu dzieci pracują, są skupione, czy to nie jest cud? A czy to, że dziecko samodzielnie się ubiera i jest dzięki temu wolne, niezależne od dorosłego, czy to nie jest cud?

Michał do niedawna traktował kąpiel jako czynność higieniczną. Był to czas wyznaczający godzinę „snu nocnego”. Postawiłam przed nim miskę z wodą i obserwowałam co się stanie. Włożył ręce, zerknął na mnie, poruszał palcami i nagle…. zaczął chlapać. Był mokry, ja byłam mokra, dywan był mokry, kot był mokry i oczywiście tatuś, który był razem z nami. Michał był tak szczęśliwy i tak zafascynowany, że chlapał do chwili gdy w misce zostało bardzo mało wody. Czy to nie był cud? Ten uśmiech na jego twarzy świadczyło o tym, że znów nauczył się czegoś nowego. Od tamtej pory kąpiel to nie tylko mycie.

Po tym wykładzie zaczęłam doceniać wszystko to co potrafię, bo to właśnie zaczęło się od cudu. Patrze na Michała i fascynuję się każdym jego ruchem. Wiem, że umiem jeść zupę i wiem jak długa do tego była droga by tą umiejętność posiąść.

A Ty doceniasz to co potrafisz? Jak to mówi Paul Epstein: „Czy gdyby zapukał do Twoich drzwi cud, rozpoznałbyś go? Co byś mu powiedział?”

Spraw by cud pukał do Twoich drzwi codziennie.

Opublikowano O nas | Otagowano , , , , , , , , , | 1 komentarz

i była Konferencja…

Tydzień temu byliśmy w Warszawie… z mega przygodami:( nieistotne, ciesze się, że są ludzie na tym świecie, którzy pomagają z potrzeby serca.

MONTESSORI – aaaaaaa weekend z ludźmi, którzy w to wierzą – tak to jest to! To daje moc! Pomyślicie wariatka, tak, macie rację, dodam, że jest to nieuleczalne! ;-)Mój syn, który zawsze był w pierwszym rzędzie na warsztatach i na wykładach, po prostu brylował. Wszyscy go znali, a z niektórymi wykładowcami wchodził w dyskusję w czasie wykładu. To chyba po mamusi:-p

Opowiem Wam wszystko, co zostało w mojej pamięci, co zrobiło na mnie największe wrażenie.

Opublikowano O nas | Otagowano , | Skomentuj

Pierwsza podróż w góry, jak sobie z nią poradzić i nie zwariować!

 

Nasza pierwsza podróż była do Szklarskiej Poręby. Michaś miał 3 miesiące. Byliśmy bardzo zorganizowani. Nocleg był wspólny ze znajomymi. Przy okazji polecam Zielony Kamień – piękny dom na większą ilość podróżujących – patrz ok 14. mg_4347

Po pierwsze lista co zabrać dla małego….

LISTA (NA 3 dni)  wyjazd był w październiku:

  • pampersy,
  • chusteczki nawilżane,
  • kremik do pupci i do twarzy,
  • płyn do kąpieli,
  • wanienka turystyczna,
  • płatki kosmetyczne,
  • ręcznik,
  • szczotka do czesania,
  • 2 tetry,
  • 2 flanele,
  • wit D+K (wtedy jeszcze takową dawaliśmy),
  • espumisan,
  • leki przeciwgorączkowe,
  • termometr,
  • inhalator,
  • Frida,
  • kocyk gruby i cienki,
  • butelka,
  • laktator,
  • termosik,
  • leżaczek,
  • wózek (choć ani razu go nie użyliśmy:P)
  • CHUSTA!!!!!,
  • książeczki OCZAMI MALUSZKA,
  • pluszowy króliczek,
  • słoneczko – pozytywka
  • 2 czapki (cienka i gruba)
  • kombinezon polarowy,
  • kombinezon zimowy,
  • 2 śpiochy do spania,
  • body welurowe,
  • sweter,
  • 2 spodnie dresowe,
  • bluza polarowa,
  • 3 pary skarpetek,
  • 5 x długie body,
  • 2 x krótkie body.

Po drugie organizacja czasu:

środa: lista,

czwartek: zakupy i pakowanie, zniesienie części rzeczy do auta,

piątek: tankowanie, zniesienie reszty rzeczy, wyjazd,

sobota: planowe wędrowanie (u nas to były Izery – Jakuszyce: do Chatki Górzystów na naleśniki), wieczorne pakowanie,

niedziela: powrót.

Pomyślicie trasa długa? Nie:) Nasze maleństwo jest cudownym podróżnikiem. Gdy byliśmy w trasie mały spał w chuście, budził się na postoju w schronisku na karmienie i przewijanie. Wkładamy dalej do chusty i znów nyna:)

mg_4491-kopia

Myslicie hardcor? Nie:) Hardcor to ja widziałam w Orle jak mama (podkreślam, tylko mama, bez taty) była na wędrówce z dwójką dzieci: półrocze w turystycznym nosidełku pod nim podpięte bagaże a obok za rękę 3 latek. Pełen podziw i szacunek….

mg_4501-kopia
Opublikowano O nas | 1 komentarz

początek:)

Witajcie:)

początki są zawsze trudne, chcę dzielić się z innymi tym co mam – swoim doświadczeniem i pomysłami. Gdy już wszystko opanuję wpisów będzie co niemiara

Opublikowano O nas | 1 komentarz